Jeżeli zastanawialiście się czy przygoda ze szkoleniem żeglarskim na pokładzie Blue Horizon to dobry kierunek, to mamy coś, co być może ułatwi Wam podjęcie tej decyzji. Dzięki uprzejmości naszego kursanta Andrzeja Nowika przedstawiamy Wam krótką (choć może wcale nie tak krotką ) relację z kursu na Voditelj Brodice. Mamy nadzieję, że ten materiał zachęci Was do szkolenia właśnie z nami.

Dzień z życia kursanta, czyli jak zostałem chorwackim sternikiem.

Czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie: kiedy wreszcie zrealizuję to o czym marzę od wielu lat?
Czy będąc w pracy lub domowym zaciszu nie mieliście wrażenia, że Wasze życie gdzieś umyka?
W dzisiejszej, drapieżnej rzeczywistości, jak twierdzą psychoterapeuci , takie refleksje to powszechne zjawisko. Powodów jest mnóstwo, choć ostatnio ze względu na wszechobecny lęk wywołany pewnym tajemniczym, mikroskopijnym złoczyńcą, jest ich zdecydowanie więcej.
A może by tak „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady” ? – radził Młynarski, ale to opcja maksimum, nie dla każdego.

Każdy z nas natomiast, może i powinien od czasu do czasu zrewidować swój tok myślowy, zastanowić się kiedy ostatnio zrobiliśmy coś dla siebie, spełniliśmy jakieś swoje marzenie, pragnienie, być może odkładane w czasie od wielu lat. W moim przypadku, myśl o tym żeby rozwijać swoje umiejętności żeglarskie, dojrzewała długi czas. Co ciekawe, zawodowo jestem związany z morzem, ale świadomość tego, że chcę iść w kierunku samodzielnego prowadzenia jachtu, wcale nie była oczywista. Ale to właśnie potrzeba rozwoju, samodoskonalenia, zdobywania kolejnych ambitnych celów, nabywania nowych umiejętności, to między innymi stanowi istotę człowieczeństwa. To właśnie dzięki temu mogliśmy zdobyć morza i oceany świata, sięgnęliśmy gwiazd i zapuściliśmy się głęboko w świat nauki i filozofii.

A zatem, jeżeli zadajecie sobie pytanie – czy warto więc podjąć wyzwanie i rozpocząć przygodę z żeglarstwem morskim? To moja odpowiedź brzmi -zdecydowanie TAK. Tą przygodą może być kurs na stopień chorwackiego sternika jachtowego. W moim przypadku wybór padł na Blue Horizon i Maćka Maciejewskiego w roli instruktora. Już pierwsze chwile na jachcie uświadamiają, że załoga to grupa ludzi, z różnym nastawieniem i podejściem. Wszyscy mamy ten sam cel, ale niekoniecznie taki sam pomysł na jego realizację. I tutaj kluczową rolę odgrywa instruktor, który bardzo szybko udowadnia nam, że na pokładzie nie ma miejsca na indywidualność. Uczenie ludzi dorosłych to niełatwe zadanie. Niełatwym jest też przekazywanie swojej wiedzy ludziom obcym, mającym różne oczekiwania i umiejętności . Potrzebne są ku temu wyjątkowe umiejętności, aby jak to ujmuje Maciej – system zadziałał. Nasz skipper bardzo szybko zdobył nasze zaufanie i stał się naszym przewodnikiem po meandrach morskiego żeglarstwa. Jacht morski to nie zabawka. Trzynaście metrów długości, ponad osiem ton wyporności i kilkadziesiąt metrów żagla robi wrażenie, nie tylko na amatorach, ale nawet na żeglarzach, zwłaszcza tych ze śródlądzia. Dodajcie do tego podstawy nawigacji, prawo i przepisy jak poruszać się po morzu, jak przewidzieć pogodę w Chorwacji czy zorganizować załogę, a staniecie przed nie lada wyzwaniem, które czasem może nieco przestraszyć, może nawet przytłoczyć, a perspektywa samodzielnego
prowadzenia takiej jednostki może wydać się bardzo odległa, ale… jak mawiają ludzie morza – „niemożliwe jest jedną z możliwości”, a zatem po kolei…

Budzimy się rano, o godzinie ósmej śniadanie, nie ma marudzenia. O dziewiątej klar na pokładzie i do zajęć. Dorosłe chłopy i dziewczyny, prezesi, doktorzy i mecenasy, wszyscy siadamy grzecznie w mesie i słuchamy. Słuchamy i chłoniemy słowa człowieka, który niejedno widział, który chętnie i z zaangażowaniem dzieli się doświadczeniem i informacjami, których nie znajdziecie w żadnej z książek.
Po to jest ten kurs. Po to jest ten tydzień. Jeżeli ktoś naiwnie założy, że wystarczy, że wykuje pewne informacje z dość skromnego podręcznika, napisanego notabene również przez jednego z doskonałych instruktorów żeglarstwa pływających w Chorwacji , i zda egzamin, to jest w błędzie. Podczas kursu, dowiecie się jak żeglować z głową, jak sprawić żebyście powrócili do mariny z kompletną i zadowoloną załogą, jak sprawić żeby Wasi bliscy i przyjaciele zaufali Wam w roli skippera. Świadomość tego, że przyjdzie moment, kiedy to Wy będziecie dla nich „najważniejsi po Bogu” motywuje do nauki, zadawania pytań, korzystania z obecności doświadczonego kapitana.
Zapewniam Was tego nie ma w książkach. Po to jest to dzisiejsze poranne posiedzenie w mesie, jak i szereg kolejnych.

Po godzinie, przed południem jest weryfikacja, tego co przyswoiliście poprzedniego dnia. Jeśli zdacie, satysfakcja gwarantowana, a jeżeli nie, to zapewniam Was, że ze złości na siebie zmotywujecie się jeszcze bardziej. Skipper natomiast będzie skrupulatnie pilnował żeby Wasza niewiedza została właściwie uzupełniona. Dla Waszego bezpieczeństwa, Waszych rodzin i przyjaciół.

Kiedy już opanujecie wiedzę, jeszcze przed obiadem należy się przewietrzyć, ale nie mam tu na myśli spaceru, to jest czas na manewry. Manewrowanie jednostką o której wspomniałem nie należy do łatwych, ale spokojne i metodyczne podejście instruktora pozwala uwierzyć, że można się tego nauczyć. Pod czujnym okiem Macieja opanowujemy umiejętności operowania kołem sterowym, manetką
silnika, ale co równie ważne zarządzania przyszłą załogą. Jak mawia nasz kapitan – „godziny manewrowania w jego towarzystwie będą procentowały wtedy, gdy będziecie już sami podejmowali decyzje”.
Każda chwila, każdy manewr to nowe doświadczenia – czasem duma i satysfakcja, a czasem rozczarowanie popełnianymi błędami, które jednak de facto są równie potrzebne jak sukcesy, dają do myślenia i zmuszają do dostosowania się do sytuacji kiedy to nie wszystko idzie po naszej myśli. Jestem z zawodu chirurgiem. Szkolenie z manewrowania jachtem morskim przypomina nieco
naukę operowania pod czujnym okiem starszego kolegi bądź szefa. Jest wyzwaniem, ale jednocześnie czymś nowym i niezwykle ciekawym. Jestem pewien, że każdy z Was znajdzie tu własną analogię, będzie miał nieco inne spojrzenie na żeglarską rzeczywistość . Podczas kursu wszyscy się uczymy, nie tylko żeglarstwa, ale też samych siebie, a kapitan nikogo nie wyklucza, tylko cierpliwie tłumaczy i
weryfikuje Wasze błędy.

Radość z poprawnie wykonanego manewru do A do Z nie ma sobie równych – wierzcie mi na słowo. Spaleni południowym słońcem, ogorzali od wiatru, naładowani wiedzą i emocjami, z pamięcią mięśniową wypracowaną na cumach i kole sterowym, kończymy dzień. Codziennie gdzie indziej, w innej marinie, w innej zatoce. Inni są też ludzie poznani wieczorami w restauracjach, chorwackich rodzinnych Konobach. Właściciele większości z nich traktują Macieja jak członka rodziny, a dzięki temu my również doświadczamy niezwykłej chorwackiej gościnności.

Tak oto kończy się dzień kursanta – przyjemnie i emocjonalnie. Zachodzące słońce i wiatr grający na wantach nieustannie przypominają, że żeglarstwo to zawsze dobry wybór – najlepszy. Warto zostać członkiem tej społeczności, dołączyć do świata ciekawych ludzi, dla których morze i żagle są pasją, sposobem na życie.

Dobry to czas, dobre miejsce i ludzie, ludzie na drodze kursanta.
Z żeglarskim, romantycznym pozdrowieniem
Andrzej, Voditelj Brodice
____________________
zdjęcia udostępnione przez Andrzeja Nowika, dziękujemy 🙂